Czarne buty po deszczu
Wracam z butami cięższymi niż rano. Deszcz nie był duży, ale chodnik przy torach trzyma wodę w zagłębieniu i ja w to zagłębienie weszłam, bo patrzyłam na mur, nie na ziemię. Przy wycieraczce zostawiam ślad, ciemniejszy niż sama wycieraczka. Zzuwam je od pięty, najpierw lewy, bo prawy ma suwak, który dziś zaciął się w połowie. Siadam na stołku. Buty stoją obok siebie i wyglądają, jakby nadal szły. Suwak na prawym bucie zatrzymał się na nitce. Nitkę odrywam, zanim pociągnę dalej, bo wczorajszy rys przy oknie wziął się właśnie z takiego szarpnięcia. Nitka przy suwaku jest krótka i ciemna, prawie jak but. Widzę ją tylko dlatego, że suwak stanął. Inaczej zostałaby na kolejny deszcz.
Czerń po deszczu nie jest jedną czernią. Nosek jest prawie lustrzany, tam gdzie woda została gładką warstwą. Boki są matowe i jaśniejsze, z pyłem, który deszcz podniósł i odłożył. Zapiętek ma błoto cienkie jak kawa na ściance kubka. Gdybym teraz zrobiła zdjęcie pod lampą z korytarza, dostałabym trzy różne przedmioty złączone sznurówkami. Oko to skleja. Aparat nie musi. Dziś nie biorę aparatu. Biorę ścierkę. Trzy czernie na jednym bucie widać najlepiej, kiedy stawiam go na gazecie, nie na wycieraczce. Wycieraczka jest za ciemna i nosek w niej ginie, zanim zacznę wycierać. Na gazecie widać też odcisk podeszwy, ząbkowany, z piaskiem. Piasek zsypuję na kartkę i zwijam, zanim wejdzie z powrotem w szew.
Ścierka jest ta z kuchni, już po atramencie, więc uważam, żeby kreska z włókien nie przeszła na skórę buta. Prowadzę od noska w stronę kostki, nie w kółko. Woda schodzi pierwsza. Potem pył robi smugę i muszę złożyć ścierkę na czyste. Po dwóch przejściach nosek wraca do czerni, którą znam: głębokiej, bez odbicia latarni. Bok jeszcze nie. Bok chce szczotki. Szczotka leży w szafce pod butami, tam gdzie trzymam też pusty wieszak, którego nie używam. Sięgam po nią i stukam obcasem o podłogę, żeby suche okruchy spadły, zanim zacznę. Składam ścierkę w kostkę, atramentową kreską do środka. Dopiero wtedy idę po nosku. Jeśli kreska wyjdzie na skórę, będę miała atrament na bucie i nowy kłopot, którego dziś nie chcę. Kostka ścierki jest grubsza, niż myślałam, i nosek wyciera się w trzech pociągnięciach, nie w jednym długim.
Szczotka idzie z włosem, cicho. Przy suwaku zwalniam, bo wczoraj zahaczyłam i został jasny rys, cienki, widoczny tylko kiedy but stoi przy oknie. Dziś rys jest pod pyłem. Odsłaniam go i nie cieszę się, że wrócił, ale też go nie chowam pastą. Pasty nie mam pod ręką i nie będę udawać, że but jest nowy. Jest mój i był w kałuży. To wystarcza jako opis. Szczotka gubi włos na gazecie. Podnoszę go, żeby nie wszedł w szew. Obcas stuknął dwa razy i okruchy są już na podłodze, drobne, prawie jak pieprz. Włos szczotki na gazecie jest jasny. Na czarnym bucie byłby niewidoczny do jutra, więc dobrze, że spadł na papier, nie na skórę.
Stawiam je na gazecie przy kaloryferze, ale nie dotykają żeber. Raz postawiłam za blisko i skóra przy kostce stwardniała, a czerń zszarzała plamą, której szczotka nie wzięła. Uczę się wolno, za to na własnych butach. Gazeta pije resztę. Za godzinę sprawdzę palcem przy podeszwie. Jeśli jest sucho, chowam je pod wieszak. Jeśli nie, zostają na noc, uchwytem światła z korytarza na nosku, i rano znowu wyglądają jak po deszczu, choć deszcz już śpi. Skóra przy kostce, ta z tamtego kaloryfera, nadal jest sztywniejsza od reszty. Nie zginam jej na siłę. Gazeta ma pić wodę, nie powtarzać błędu z żebrami grzejnika. Żebra kaloryfera są ciepłe nawet z odległości dłoni. Trzymam buty o tę dłoń dalej i gazeta robi resztę wolniej, za to bez plamy.
Rano rzeczywiście nosek jest spokojny. Czerń równa, bez lustra. Wkładam je do wyjścia i przy progu jeszcze raz patrzę w dół, nie na mur. Zagłębienie przy torach pewnie nadal tam jest. Dziś mogę je obejść. Buty nie są od tego, żeby zbierać miasto na pamiątkę. Są od chodzenia. Deszcz i tak dopisze swoje, kiedy zechce, a ścierka w przedpokoju już schnie na kaloryferze, z dala od atramentu. Przy progu patrzę w dół dłużej niż na mur. Kałuża przy torach błyszczy nawet stąd, z klatki, i omijam ją łukiem, suchym noskiem, bez zbierania miasta na pamiątkę. Łuk przy torach jest dłuższy o kilka kroków. Te kroki biorę chętnie. Suchy nosek jest dziś ważniejszy niż skrót przy murze.
Lena Kruk. Fotografka. Pisze o czerni w ubraniu, w kadrze i w pokoju.